Marketing sensoryczny – co to jest? Wyjaśnienie i 5 przykładów

Nie zawsze musisz zobaczyć logo, żeby rozpoznać markę. Czasem wystarczy kształt butelki w dłoni, krótki dźwięk albo zapach, który pojawia się w konkretnym miejscu. Odbiorca zbiera te sygnały szybciej, niż zdąży przeczytać hasło.

Marki od dawna projektują takie doświadczenia. Jedne robią to świetnie, inne po prostu rozpylają za dużo zapachu i liczą na cud. Zanim przejdziemy do pięciu przykładów, uporządkujmy samo pojęcie.

Marketing sensoryczny – co to jest?

Marketing sensoryczny to świadome projektowanie bodźców dla wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku. Marka wykorzystuje je, żeby wpłynąć na to, co odbiorca zauważa, jak rozpoznaje produkt i jakie ma wobec niego oczekiwania.

Czyli po ludzku: marka nie kończy się na logo i haśle. Może być też tym, co słyszysz przy płatności, czujesz w sklepie, smakujesz w próbce albo odbierasz przez opakowanie.

Jak marketing wykorzystuje pięć zmysłów?

Pięć zmysłów to wygodny model dla marketera. Nie jest to pełny katalog ludzkich zmysłów, bo mamy też choćby zmysł równowagi. Do planowania doświadczenia marki ten prosty podział zwykle jednak wystarcza.

Wzrok

Kolor, kształt, światło, ruch i układ elementów pomagają kierować uwagą. Mogą też podpowiadać, czego spodziewać się po produkcie. Ciemne, matowe opakowanie może wyglądać na bardziej poważne, a duży kontrast ułatwić znalezienie przycisku. Tyle że nie istnieje słownik, w którym każdy kolor zawsze oznacza to samo dla wszystkich ludzi.

Słuch

Liczy się melodia marki, głos lektora, tempo muzyki, dźwięk otwieranego opakowania, a nawet krótkie „pik” po wykonaniu płatności. Dźwięk może budować rozpoznawalność, ale ma też zwykłą pracę do wykonania: potwierdzić działanie, nadać rytm albo ostrzec.

Węch

Zapach może pochodzić z produktu albo z otoczenia: sklepu, hotelu czy stoiska. Tu łatwo przesadzić. Aromat powinien pasować do miejsca i być na tyle subtelny, żeby nie zamienił doświadczenia marki w test wytrzymałości nosa. Nie jest tajemnicą, że markety rozpylają zapach pomarańczy, ciastek z cynamonem czy chleba – oczywiście w odpowiednich momentach lub wręcz sezonach.

Smak

Marki spożywcze wykorzystują degustacje, próbki i testy bez widocznych etykiet. Samo słowo „smak” jest trochę zdradliwe, bo na całe doświadczenie wpływają też zapach, temperatura oraz tekstura. Katar potrafi to wyjaśnić szybciej niż podręcznik.

Dotyk

Waga pudełka, faktura materiału, temperatura kubka, opór przycisku czy wibracja telefonu też przekazują informację. Badania sugerują, że cechy opakowania mogą przenosić się na ocenę produktu. Nie u każdego i nie zawsze, dlatego cięższe pudełko nie jest automatyczną receptą na markę premium.

5 przykładów marketingu sensorycznego

1. Coca-Cola: butelka, którą miała rozpoznać dłoń

W briefie z 1915 roku Coca-Cola szukała butelki tak charakterystycznej, aby dało się ją rozpoznać po dotyku w ciemności, a nawet po fragmencie szkła. Konturowy kształt pracował więc dla wzroku i dotyku. Dla odbiorcy oznaczało to identyfikację marki bez konieczności czytania etykiety.

Na marginesie: to dobrze udokumentowana historia projektu (nie dowód, że sam kształt podniósł sprzedaż o konkretną wartość).

marketing sensoryczny - butelka coca-coli

2. Mastercard: marka, którą słychać przy płatności

Mastercard stworzył melodię używaną w reklamach, środowiskach cyfrowych i punktach sprzedaży. Jej krótka wersja może towarzyszyć akceptacji płatności, a system wielozmysłowy obejmuje też wibrację urządzenia. Główną rolę gra słuch, wspierany czasem przez dotyk. Odbiorca dostaje jednocześnie potwierdzenie czynności i podpis marki. Podobnie jest z Apple Pay.

3. Singapore Airlines: zapach połączony z motywem marki

Singapore Airlines wraz z Scent by SIX opracowały zapach Batik Flora. Zawiera nuty sześciu kwiatów obecnych w charakterystycznym motywie batiku linii i pojawił się m.in. w saloniku oraz centrum obsługi. Marka uruchamia węch, ale łączy go z kodem wizualnym. Dla pasażera może to tworzyć bardziej spójne otoczenie.

4. Pepsi Challenge: najpierw smak, potem etykieta

W Pepsi Challenge uczestnik próbuje napojów bez widocznych oznaczeń i wybiera ten, który woli. Marka na chwilę usuwa z pola widzenia logo oraz opakowanie, żeby na pierwszym planie został smak. Dla uczestnika to proste doświadczenie porównawcze. Warto pamiętać, kto to organizował: Pepsi – więc nie traktujmy tego jak badanie populacji.

5. Dunkin’: reklama radiowa, którą było czuć w autobusie

W kampanii Flavor Radio w Seulu urządzenia w autobusach uwalniały aromat kawy, gdy rozpoznawały dżingiel Dunkin’. Działały razem słuch i węch, a reklamy blisko przystanków prowadziły dalej do lokali. Radiowy komunikat dostawał więc fizyczny ciąg dalszy w odpowiednim miejscu i czasie. Twórcy kampanii raportowali wzrost odwiedzin o 16% i sprzedaży pobliskich lokali o 29% (ale niestety nie mamy tu publicznej metodologii).

Co naprawdę pokazują badania?

W marketingu sensorycznym łatwo znaleźć efektowną liczbę. Trudniej sprawdzić, co właściwie zmierzono.

Badacze połączyli wyniki 71 prób, w których wzięło udział 15 447 osób. Metaanaliza pokazała, że przyjemny zapach zwykle poprawiał ocenę miejsca, zapamiętanie oraz chęć zakupu lub polecenia. Zmiany wynosiły średnio 3–15%, ale ten zakres dotyczył różnych reakcji, nie samej sprzedaży. W obliczeniach autorów wydatki mogły spaść o 17% w najmniej sprzyjających warunkach albo wzrosnąć o 23% w najbardziej sprzyjających.

Zapach nie działa więc jak przycisk „kup”. Musi pasować do miejsca i marki, mieć odpowiednią intensywność oraz być znajomy dla odbiorców. Na przykład ostatnio trafiłem na wątek na grupie na Facebooku, gdzie turyści zastanawiali się, czy stacja metra Rama 9 (tuż obok mojego mieszkania w Bangkoku) zawsze pachnie cynamonkami. Okazuje się, że tak i jest to zaplanowana strategia piekarnii, która ma swoje punkty przy dwóch głównych wyjściach.

Ciekawy jest też dotyk. W czterech badaniach Aradhny Krishny i Maureen Morrin twardość kubka wpływała na ocenę podanej w nim wody, ale nie na wszystkich tak samo. To dobra wskazówka dla projektanta opakowań i słaba podstawa do zdania: „twardy kubek zawsze poprawia smak”.

Najuczciwszy wniosek brzmi więc mniej spektakularnie niż nagłówek reklamy: marketing sensoryczny potrafi zmieniać doświadczenie, ale efekt trzeba testować w konkretnym miejscu, z konkretnym produktem i na właściwych odbiorcach.

kubek może wpływać na smak wody - marketing sensoryczny

Trzy mity o marketingu sensorycznym

Mit 1: wystarczy ładny zapach, żeby zwiększyć sprzedaż

Nie wystarczy. Metaanaliza pokazuje średnie efekty i duże różnice między warunkami. Zbyt silny albo niedopasowany zapach może pogorszyć doświadczenie. Trzeba też uwzględnić osoby wrażliwe na intensywne aromaty i dać im możliwość wyboru, gdy to możliwe.

Mit 2: im więcej zmysłów, tym lepiej

Dźwięk, zapach i obraz nie dostają punktów za samo pojawienie się w jednym miejscu. Gdy każdy opowiada inną historię, powstaje bałagan. Dobry projekt wielozmysłowy ma jeden cel, a poszczególne bodźce się uzupełniają. Jedyny wyjątek, gdzie mieszanka prowadzi tylko do jednego konkretnego skojarzenia to tramwaj o 8:40 w środku lata – ale marki raczej chcą być daleko od tego wspaniałego doświadczenia 👀

Mit 3: zmysły omijają rozum i sterują podświadomością

Popularna liczba, według której 95% decyzji zakupowych ma być podświadomych, nie jest uniwersalnym wynikiem potwierdzonym dla wszystkich zakupów. Zmysły wpływają na uwagę, oczekiwania i ocenę, lecz nie odbierają człowiekowi kontroli. Podobne uproszczenia opisuję szerzej w artykule o tym, czym jest neuromarketing i jakie narosły wokół niego mity.

Jak zaplanować marketing sensoryczny bez przesady?

Zacznij od pięciu pytań:

  1. Co odbiorca ma zauważyć albo zrozumieć? Nie zaczynaj od zdania „chcemy mieć zapach marki”, tylko od zadania, które ten zapach miałby wykonać.
  2. Który zmysł najlepiej w tym pomaga? Aplikacja może potrzebować dobrego sygnału dźwiękowego, a opakowanie czytelnego kształtu. Nie każda marka potrzebuje własnych perfum.
  3. Czy bodziec pasuje do produktu, miejsca i pozostałych elementów marki? Spójność jest ważniejsza niż liczba atrakcji.
  4. Czy da się z niego wygodnie korzystać? Sprawdź głośność, intensywność, czytelność i dostępność. To, co dla zespołu jest subtelne, po godzinie może męczyć klientów oraz pracowników.
  5. Jak porównasz efekt? Zbadaj reakcje z bodźcem i bez niego. Obserwuj nie tylko sprzedaż, lecz także błędy, czas wykonania zadania, zapamiętanie i zwykłe opinie ludzi.

Czyli najważniejsze: najpierw określ rolę bodźca, a dopiero potem szukaj pomysłu, który ładnie pachnie w prezentacji.

FAQ

Jakie są rodzaje marketingu sensorycznego?

Najczęściej mówi się o marketingu wzrokowym, dźwiękowym, zapachowym, smakowym i dotykowym. Ten podział odpowiada pięciu zmysłom, ale jedna akcja może łączyć kilka z nich.

Czy marketing sensoryczny działa również w internecie?

Tak, choć możliwości są węższe niż w fizycznym miejscu. Strona lub aplikacja może pracować obrazem, ruchem, dźwiękiem i wibracją urządzenia. Zapach oraz smak wymagają już kontaktu z produktem, próbką albo opakowaniem.

Czy marketing sensoryczny zwiększa sprzedaż?

Może wpływać na zachowanie klientów, ale nie gwarantuje wzrostu sprzedaży. Wynik zależy między innymi od dopasowania bodźca, jego intensywności, miejsca i odbiorców. Dlatego konkretny pomysł trzeba sprawdzić, zamiast przenosić cudzy wynik do własnej firmy.

Jak mała firma może wykorzystać marketing sensoryczny?

Najlepiej zacząć od jednego punktu kontaktu z klientem, na przykład opakowania, wnętrza albo potwierdzenia działania w aplikacji. Wybierz jeden cel, przygotuj wersję z bodźcem i bez niego, a potem porównaj reakcje odbiorców.

Wybrane źródła

Autor

Jakub Biel

Ekspert od kreatywnego marketingu. Robił reklamy w kosmosie, Telegazecie, Tinderze, TikToku, a nawet na P*rnhubie.
Klienci: Żabka, Meta, Onet, x-kom, Universal czy Samsung.

Więcej: newsletter · instagram · linkedin