Australia jest daleko, lot trwa kilkanaście godzin, a bilet kosztuje majątek. Fajnie byłoby sprawdzić ten kraj na odległość, prawda? Dokładnie na taki pomysł wpadli twórcy kampanii „Melbourne Remote Control Tourist” i schemat był dokładnie taki, jak wskazuje nazwa: zatrudnieni „turyści” chodzą po mieście z kamerami, a widzowie sterują nimi jak w grze 🤯
Jak sterowano turystami w Melbourne?
Roboczo o tym projekcie mówiło się „go before you go”, a mechanizm był prosty: cztery osoby z kamerami, mikrofonami i GPS-em. Internauci przesyłali im zadania przez stronę, Twittera i Facebooka: znajdź koncert, sprawdź kawiarnię, wejdź do konkretnego sklepu albo porozmawiaj z przechodniem. Oczywiście reżyserka odsiewała propozycje niemożliwe lub ryzykowne, ale całą resztę realizowano na żywo.
Na stronie widz obserwował transmisję i położenie zespołu na mapie – jeśli coś go zainteresowało, mógł od razu przeczytać więcej o mijanym miejscu. W ciągu pięciu dni internauci wysłali 8726 próśb, turyści pokonali 109 kilometrów i odwiedzili 321 miejsc. Łącznie wyemitowano 75 godzin live’a.

Pomysł był prosty, produkcja już nie
Dzisiaj transmisja z telefonu nikogo nie dziwi, ale w 2013 roku projekt wymagał sporego zaplecza: kilka połączeń 4G, centrum produkcyjne, mapa na żywo, geolokalizacja, moderacja no i integracja z mediami społecznościowymi. Wszystkie te elementy musiały działać jednocześnie, kiedy zespoły chodziły po mieście i czekały na kolejne zadania.
Czy ktoś chciał to oglądać?
Końcowe sprawozdanie Tourism Victoria podaje 233 tysiące unikalnych wizyt, 1,59 miliona wyświetleń wideo i 12 tysięcy wzmianek w social mediach. Treści związane z kampanią wyświetliły się w mediach społecznościowych ponad 60 milionów razy 🔥
Wydatki były spore
Kampania kosztowała 3,35 mln AUD (9,8 mln zł po kursie z 2013), z czego 2 mln pochłonęły kreacja i rozwój, a nieco ponad milion wydano na media.
To dużo, jak na jednorazową akcję, ale rząd stanu Victoria broni się, że w tej kwocie mieściły się: platforma, transmisja, ludzie w terenie oraz materiały do późniejszego wykorzystania. Najwyraźniej Australia jest nie tylko tak piękna, ale i tak droga, jak mówią moi znajomi.
Aby odtworzyć ten zasób, niezbędne jest wyrażenie zgody na przechowywanie plików cookies powiązanych z usługami odtwarzaczy multimedialnych i osadzonych treści. Szczegóły: polityka prywatności.
Dlaczego to zadziałało?
Przy ocenie kampanii musimy pamiętać, że 2013 rok był grubo ponad dekadę temu. Dziś streamy Speeda wykręcają miliony wyświetleń nawet w Krakowie, ale wtedy było to coś bardzo świeżego. Doświadczenie na odległość dawało ciekawą rozrywkę i zaangażowanie, a przy okazji pokazywało, że Australia serio jest spoko.
No i żart z odległości został podciągnięty do kampanii – nikt nie próbował zaprzeczać, że czeka cię daleka podróż i drogi lot. Wręcz przeciwnie: ten element stał się głównym nośnikiem historii.
Zobacz też kampanie: Zadzwoń do losowego Szweda oraz Wynajmij Fina.