Punktem wyjścia nie był wymyślony trend. W wielu miejscach na świecie pary wpadają do Maka, żeby zrobić fotki i odpocząć chwilę od gości weselnych. Ale w Chile to już jest niemal zwyczaj – na domiar złego: prosto po ceremonii.

Kiedy wypada największe święto zakochanych? No 14 lutego – i podobno wtedy ciężko jest o wolny termin w urzędzie stanu cywilnego. Tu pojawia się nasz fastfoodowy bohater i mówi:
A może ślub w McDonald’s?
W 4 restauracjach postawiono udekorowane złote łuki, pod którymi każda para mogła przejechać samochodem, by powiedzieć sobie „tak”. Czekali tam prowadzący ceremonie, fotografowie, muzyka, upominki oraz weselne torty z Big Maków.
Większość z 72 ślubów była symboliczna, ale w jednym McDrive pojawił się również urzędnik stanu cywilnego i dwie pary zawarły tam prawdziwe małżeństwa.

Wyniki
Jeśli by wierzyć agencji, to cała akcja osiągnęła ponad 5 mln wyświetleń i 30 tys reakcji. Całe Chile żyło tym wydarzeniem, a teraz (z lekkim opóźnieniem) robi dodatkowe kółko po internecie. Pewnie za kilka dni napiszą o tym portale horyzontalne, a za tydzień twoja mama oburzy się na Facebooku.
Dlaczego to działa?
Bo to pomysł, o który łatwo się pokłócić.
Dla jednych ślub w McDonald’s będzie zabawny, bezpretensjonalny i bardziej „ich” niż wystawne wesele. Dla innych – tandetny, komercyjny i sprowadzający ważną uroczystość do kolejnej atrakcji reklamowej. W marketingu to typowy przykład naruszenia normy. Ale takiego łagodnego, bo nikogo nie zniechęci do frytek (no może poza oburzoną teściową).

Kraj: Chile
Rok: 2026
Brand: McDonald’s
Agencja: Publicis
Opracowanie i komentarz: Jakub Biel